jak soja zniszczyła mi życie! #!&%!

nature-mountain-explosion-smoke

Chwytliwy tytuł – check! To teraz mogę zacząć pisać ku przestrodze innych, jak picie napojów przetworzonych produktów sojowych pogorszyło moje zdrowie i samopoczucie.

Postanowiłam opisać coś, czego doświadczyłam, bo być może komuś to pomoże. Czasem mimo dbania o siebie, zdrowego jedzenia, regularnego sportu i picia dużej ilości płynów każdego dnia, organizm i tak nie działa tak jak byśmy tego chcieli. W moim przypadku chodziło mi o raczej dość próżne aspekty zdrowego organizmu – wygląd. Gdzie jest mój dobry wygląd? Najpierw pojawiły się te dobrze rzeczy, to znaczy więcej energii, bateria mi nie padała około godziny 14, tylko starczało jej aż do wieczora. Dodatkowo (chociaż na szczęście nigdy nie miałam problemów ze snem), spałam jak dzidzia. Odkryłam, że do najlepszej funkcjonalności wystarcza mi 7.5 h snu i tego się trzymałam, budząc się zawsze wypoczęta. To są niekwestionowane plusy. Jednak po jakimś czasie takiego stylu życia chciałoby się też, żeby włosy i skóra też trzymały poziom i zachwycały swoim zdrowym wyglądem i blaskiem jak u wegańskich bloggerek lifestyle’owych, prawda? Ale nic takiego się nie działo, co zatem zjada moje witaminy? Powinny iść we włosy i skórę, na pewno coś dla nich zostaje przecież, moja dieta jest bogata w składniki mineralne. O co chodzi?

Ja wiem, że ludzie mają prawdzie problemy zdrowotne i z tym swoim wybrzydzaniem powinnam się schować. Warto doceniać zdrowie, ale też nie uważam, żeby fakt, że mam dwie ręce i dwie nogi były powodem do regularnej modlitwy dziękczynnej za ten stan. Pamiętajmy, że naturalnym stanem, zamierzonym przez naturę jest zdrowie. Więc ja zdrowie traktuję jak coś, co oczywiście wspaniale jak jest, ale tak właściwie to właśnie tak powinno być. Dopiero kiedy jest choroba, to jestem wkurzona (oczywiście wiem, że nie każdy jest taki fortunny jak ja i jest mi z tego powodu bardzo przykro). To jest anomalia od tego, co być powinno. Ale niemniej, kiedy człowiek się stara, robi wszystko od diety, przez ćwiczenia, po odpowiednią pielęgnację skóry, i jest ogólnie raczej zdrowym człowiekiem, a dalej ma problemy z pryszczami chociaż lata nastoletnie już dawno za mną, to moim zdaniem można się zdenerwować.

dlaczego zatem dorosłe kobiety mają pryszcze?

Powody mogą być różne.

  • nieodpowiednia dieta (różne obszary twarzy)
  • problemy hormonalne (żuchwa, broda, policzki, linia włosów)
  • jedzenie słodyczy i picie alkoholu (różne obszary twarzy)
  • nieodpowiednia toaleta (różne obszary twarzy i ciała)
  • bakterie skórne (różne obszary twarzy)
  • alergeny (różne obszary ciała)

Jeśli zatem jem odpowiednio, mam odpowiedni rytuał dbania o cerę, nie jem słodyczy, a pryszcze pojawiają się tylko na małej powierzchni (twarz i żuchwa), co wyklucza alergię, to spektrum możliwości zawęża się.

W zeszłym roku miałam USG cyców i pani najechała mi urządzeniem też na szyję stwierdzając, że coś dzieje się z tarczycą lub są tam pozostałości po jakimś stanie zapalnym – powinnam zatem mieć przeprowadzone badania na hormony. Lekarka pierwszego kontaktu zleciła badania, chociaż nie widziała wielkich powodów do zmartwień. Kazała za to łykać jod i kwas foliowy. Ale, że jestem dupa wołowa i mimo skierowania na badania, które ważne było miesiąc – nie znalazłam czasu, żeby się na nie zapisać. Brałam za to sugerowane suplementy diety. Wszystko było ok. W tym samym czasie podjęłam ponowną próbę krwiodawstwa, co zakończyło się po raz kolejny odrzucenie mnie jako dawcy, ze względu za zbyt niski poziom hemoglobiny. Choćbym nie wiadomo jak się starała, nie dawałam rady trzymać odpowiedni poziom żelaza.

Anyway, czas leciał, łykałam jod. W marcu tego roku przeprowadziłam się nad morze, zapomniałam łykać jod, ale przecież mieszkam nad morzem, więc będzie git – mogę przecież odpuścić sobie ten suplement. Po przeprowadzce wzięłam się za swoje żywienie, które i tak było dość zdrowe, ale nastąpiła kompletna rewolucja z ilością jedzenia, jaką pochłaniałam. Były to głównie warzywa, ryże i inne zapychacze, koncentrując się na jak największej różnorodności witamin i minerałów. Trzy główne posiłki i 2- 3 przekąski między posiłkami, czując, że dotychczasowe moje żywienie to był jakiś żart i byłam totalnie niedożywiona. Włączyłam w swój tydzień regularne ćwiczenia 5-6 razy w tygodniu. Ale to może wszystko raczej temat na inny post.

Wyprowadzka z Wrocławia wiązała się też ze zdrowszym powietrzem. Moja skóra zatem od dobrej diety i dobrego otoczenia przeżywała swoje najlepsze momenty, a ja razem z nią.

żyło się lepiej

W nowym miejscu zamieszkania stać mnie było na więcej różnorodnych produktów, częściej sięgałam też po produkty sojowe, jako zastępstwo do mięsa i nabiału. Około 4 miesiące po przeprowadzce, mimo zdrowego jedzenia i nawadniania jak szalona, zaczęłam mieć problemy skórne. Nieważne jaki akurat dzień cyklu – one tam były. W drugiej połowie cyklu zazwyczaj wulkany, w resztę dni po prostu nieładnie, ale raczej była ciągłość wyprysków na twarzy.

Na początku jeszcze walczyłam. Dokładniejsze mycie twarzy, nawilżanie, w końcu rezygnacja z kremów. Może przedobrzyłam z pielęgnacją? Kremy i maski za ciężkie? Ale potem już się poddałam. Pewność siebie jakby zanikła całkowicie z mojego słownika. Jadłam dalej zdrowo, ale już nie z takim sercem jak do tej pory. Bo jak się człowiek stara, a i tak nie wychodzi, to motywacja gdzieś uchodzi, jak powietrze z balona.

Po miesiącu ciągle brzydkiej cery zaczęłam odczuwać też problemy trawienne, a próbując dojść do tego, co je powoduje, doszłam do wniosku, że to jogurt, z którym jem na drugie śniadanie płatki. Gazy i ból jelit to były główne dolegliwości. Wyglądało to na nietolerancję laktozy, której wcześniej raczej nie miałam. Po odłożeniu całkowicie mleka z laktozą i jogurtu wszystko przeszło. Zwykłe mleko zamieniłam na to bez laktozy, a jogurt zamieniłam na jogurt sojowy. Problem trawienny zniknął. Prawie byłam pewna, że po odłożeniu produktów z laktozą problem z pryszczami zniknie sam, muszę być tylko cierpliwa! No to czekam! Any moment now…

Kolejnym etapem w tej całej historii było obejrzenie filmu „Food choices”, po którym próbowałam przejść na dietę full vegan. Piłam już napoje sojowe i tak, jadłam tofu i seitan, jogurt sojowy i tak muszę jeść, bo zwykły mi nie służy. Nie wyglądało to na dużą zmianę, a argumenty z filmu przekonywały mnie do zmiany. I wtedy zrobiło się całkowicie najgorzej z moją cerą.

na efekty nie musiałam długo czekać

Własnie wtedy, kiedy byłam pewna, że lada chwila nastąpi poprawa po odłożeniu laktozy, sytuacja się pogorszyła całkiem. Większość wyprysków to były zwykłe pryszcze z białym czubem, ale pojawiło się też bardzo dużo takich niby wągrów. Były na całej twarzy, ale główne skupiska były na brodzie, po bokach brody, w okolicach ust, na żuchwie, policzkach i przy linii włosów. Moje zdenerwowanie nie miało końca. Już mi się nawet nie chciało makijażu nakładać, nic. Zakrywanie tego wszystkiego nie miało sensu, za dużo roboty.

Zaczęły wypadać mi włosy, więcej niż zazwyczaj. Włosy suche. Zauważyłam coś, co już kiedyś miałam – kaszel po jedzeniu. Dodatkowo, dziwny ucisk w dolnej szyi po wysiłku albo głośnym mówieniu przez dłuższy czas (np. w głośnym tłumie). Wszystko zaczęło wskazywać na tarczycę! Znowu ona! Pryszcze w trefie hormonalnej – też możliwe. Ale brakowało objawów typu utrata wagi i zaburzenie cykli, a tu wszystko było ok. ALE! Wszystko by się przecież zgadzało, nie? Rok temu nie wyleczyłam tarczycy, tylko maskowałam problem suplementami diety. Jod przestałam brać na początku marca, a w lipcu pojawiły się już pryszcze i inne objawy – 4 miesiące to realny czas odpowiedzi tarczycy na braki. To wszystko ma teraz wiele sensu! Problemy skórne i nietolerancja laktozy – wszystko wskazuje na Hashimoto.

Poszłam do lekarza, zrobili mi badanie krwi pod kątem hormonów, jodu, żelaza i selenu – trzech pierwiastków, które są niezbędne do produkcji hormonów tarczycy (FT3 i FT4). Po badaniach okazało się, że wszystko jest ok. Pierwiastki w normie. Hormony tarczycy w normie, lekko zaniżone FT3, ale wciąż nie na tyle, żeby uznać to za stan wyjątkowy. Skoro wszystko jest OK, to co jest nie tak? Skąd te pryszcze? Nic nie rozumiem.

Radość z tego, że tarczyca jest zdrowa została jakby stłamszona przez fakt, że dalej wiem tak samo mało o mojej cerze, jak przed badaniami.

co zatem psuje mi cerę ja się pytam?

I tutaj z pomocą przyszła mi moja koleżanka, która pracuje obecnie jako dietetyczka i ma takie pokłady wiedzy na tak wiele tematów, że czasem niechcący traktuję ją jako mój zewnętrzny nośnik danych. Wyniki pojawiają się bardziej dokładne niż używając Google Search. Pomogła mi rozgryźć źródło mojego problemu.

Początkowo sugerowała spożywanie zbyt dużej ilości wolotwórczych warzyw (wśród których właśnie znalazły się moje ulubione – cukinia, brokuł, brukselki, szpinak, jarmuż i wiele innych) lub może jakieś alergie pokarmowe. Poleciła odstawić produkty glutenowe, czasem to też ma wpływ na stan cery. Kapustne warzywa zanim upiekę – ugotować w wodzie. Tracą wtedy wolotwórcze właściwości, oddając je do wody. Wyjątkiem jest soja, która nawet po ugotowaniu nie traci tych cech. Czekaj, czekaj… soja…

Pochłaniałam przecież obecnie dużo więcej soi niż przez poprzednie miesiące. W ciągu ostatnich dwóch już w ogóle codziennie – napoje i jogurty, dodatkowo tofu i same ziarna soi też. Soja może pogarszać pracę tarczycy, zmniejszając wchłanianie jodu. Dodatkowo, sojowe produkty są przetworzone tak bardzo, że powodują wydzielanie hormonów, np. estrogenów. Kiedyś przecież czytałam o tym, że soja jest estrogenna, dlaczego nie pamiętałam o tym?

I oto wszystko zaczęło mieć sens! Największe zapełnienie twarzy wypryskami miałam w drugiej połowie cyklu, kiedy ciało produkuje estrogenów dużo sam z siebie. Organizm naturalnie pozbywa się estrogenów, ale nie jest w stanie pozbyć się całego nadmiaru, część więc zostaje i robi spustoszenie. Wyjaśnia to też miejsce występowania wyprysków – strefy hormonalne. Pogorszenie pracy tarczycy też wyjaśnia.

Jeżeli to wszystko wina soi, to dlaczego zatem pojawił się ten problem rok temu na USG? Bardzo możliwe, że tarczyca wyglądała na USG na chorą, ponieważ brakowało w moim organizmie jodu. Później, implementując ten pierwiastek, wszystko było w porządku.

Na razie minęły dwa tygodnie jak nie tykam sojowych produktów, a warzywa wolotwórcze (przynajmniej na razie, dopóki się nie wyleczy wszystko) gotuję najpierw w wodzie. Nie pojawiają się nowe wulkany w takim stopniu, tylko gdzieniegdzie pojedyncze, nie takie monumentalne. Chociaż cera dalej nie jest w stanie idealnym, widzę poprawę. Myślę, że za 2 miesiące mogę spokojnie wrócić do jogurtu z mleka, bo zniknie też problem z laktozą. Zawsze byłam jak w zegarku (zawsze!), a tymczasem cykl mi się wydłużył, również prawdopodobnie jako odpowiedź organizmu na estrogenowe combo.

posłuchaj mojej rady z fejsbuka. i mojej! i mojej!

Raz dostałam niemalże ataku szału, kiedy na jednej z grup na Facebooku, dotyczącej analizy składu kosmetyków, dziewczyna opublikowała zdjęcia swojej twarzy dla zilustrowania swojego problemu skórnego z opisem, że próbowała już wszystkich środków możliwych na pozbycie się problemu zewnętrznie i liczy na rady. Pierwsze odpowiedzi były całkiem sensowne: dziewczyny poleciły przyjrzeć się diecie i zbadać hormony. Ale potem mądre dziewczyny wypisywały cudowne produkty, które im pomogły i na pewno jej też pomogą. W efekcie pojawiło się z 20 produktów do wypróbowania, po których (jestem pewna) problem by nie znikł, za to dziewczyna z problemem miałaby już pewność siebie na poziomie piwnicy i zero motywacji do walki z tym, co tak pogarszało jej samopoczucie. Dziewczyno z internetu dająca rady. Dlaczego myślisz, że twój, dziesiąty z kolei kosmetyk pomoże? Ja na miejscu pytającej rozłożyłabym ręce w dalszej niewiedzy i ze smutku zjadłabym jakieś lody. Albo nie, pomyślałabym o tym problemie szerzej, że może jednak to problem idący ze wnętrza. I tak własnie w moim przypadku zrobiłam.

Nie polecam produktów sojowych i słuchania dziewczyn w internecie polecających kolejny cudowny produkt, zobacz tylko ile problemów można się nabawić przez nie. Jeśli twoja dieta jest wegańska, polecam dołożyć te 5 zł i kupować napój migdałowy lub ryżowy i spożywać to rzadziej, jeśli jest to spore nadwerężenie budżetu. Nie warto eksperymentować ze zdrowiem i cerą dla kilku oszczędzonych złotówek. Obserwuj siebie, żeby zrozumieć organizm lepiej.

 

 

Obrazek użyty z pexels.com, licencja: Free for personal and commercial use
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s